• Polskie Koleje Linowe sprzedane

    22 maja została podpisana umowa sprzedaży 100 proc. akcji spółki Polskie Koleje Linowe... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Numer 1 w narciarstwie

    Skidata ma niezwykle bogate doświadczenie i od wielu lat jest pionierem w produkcji i eksploatacji systemów kontroli dostępu w ośrodkach narciarskich... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Koleje linowe Leitner w LAAX

    Dwie nowe koleje linowe Leitner w ośrodku LAAX w imponujący sposób pokazują, że nowoczesne komfortowe systemy nastawione na działanie wysokiej klasy są jednocześnie ekonomiczne i przyjazne środowisku naturalnemu... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Małe jest piękne

    Z Panem Stanisławem Buńdą, Wiceprezesem Ośrodka Narciarskiego Małe Ciche rozmawia Marcin Czerwiec... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Polskie Koleje Linowe sprzedane
  • TECHNOLOGIE Numer 1 w narciarstwie
  • TECHNOLOGIE Koleje linowe Leitner w LAAX
  • WYWIADY Małe jest piękne

Narciarstwo a prawo do trasy

Narciarstwo a prawo do trasy

W lutym tego roku byłem w Alpach austriackich w miejscowości Goldegg niedaleko Zell am See. Piękna miejscowość oddalona od głównej drogi, zagubiona wśród gór. Jezioro, pola golfowe, trasy turystyczne, rowerowe, kilkadziesiąt kilometrów biegowych tras narciarskich i jeden wyciąg na trasie zjazdowej


Biegnąc na nartach, pokonuję zaśnieżoną drogę dojazdową do budynku, by po chwili wbiec na tzw. „obejście innego gospodarstwa”. Jestem nieco zażenowany, naruszyłem cudzy mir domowy, wbiegnąwszy między budynek mieszkalny a zabudowania gospodarcze. Wycofuję się i stwierdzam z niedowierzaniem, że właśnie tędy prowadzi moja trasa biegowa. Jej przebieg to niewątpliwie ingerencja we własność i pewne utrudnienie dla właściciela. Ale to jest Austria! Tam wszyscy mieszkańcy rozumieją, że dzięki przyjeżdżającym turystom żyją dostatnio. Czynią więc, co w ich mocy, by tak nadal było. Każdy wnosi choćby ułamek dobrej woli i także własnym kosztem wspiera wspólna sprawę.

CEL PUBLICZNY – NADRZĘDNY
A u nas?. U nas to niepojęte, u nas to się nie przyjęło, u nas jedynie grodzenia. Coraz częściej, z różnych stron, o różnych porach roku, na szlakach turystycznych, trasach rowerowych czy narciarskich, słyszymy o tych faktach. Co czynić? Czy możemy to zmienić? Ten stan rzeczy to znaczący przykład zaniechań ustawodawczych w zaspokajaniu ważnych społecznie potrzeb.
Problem nie dotyczy jedynie narciarzy. Polega on na braku regulacji prawnych umożliwiających wszelką aktywność fizyczną na otwartej przestrzeni, jeśli właściciel terenu temu się sprzeciwi. Nie chodzi oczywiście o tereny zagospodarowane rolniczo czy przemysłowo. Przeciwnie – o tereny, które z uwagi na swe położenie, ukształtowanie, walory krajobrazowe są wykorzystywane lub nadają się do wykorzystania na cele turystyczno-rekreacyjne w postaci szlaków turystycznych, rowerowych, punktów widokowych, tras narciarskich, itp. Jak widać, ten sam problem uprawnień do korzystania z terenu występuje zarówno, gdy chodzi o szlak rowerowy lub turystyczny, jak i o trasę narciarską. Dlatego musi być traktowany całościowo.
Wówczas możemy mówić o zaspokojeniu powszechnej potrzeby o dostępie do odpowiednich terenów w celach turystycznych i rekreacyjnych. Zaspokojenie takiej potrzeby musi być uznane za realizację celu publicznego. Oznacza to, że wówczas odmowa właściciela na zawarcie umowy cywilnoprawnej dałaby podstawy do ograniczenia jego własności przez zezwolenie na korzystanie z jego nieruchomości przez inne osoby w określonym zakresie. Konstytucja przewiduje bowiem prymat celu publicznego nad ochroną własności. Okoliczność ta stanowi zatem podstawę do uchwalenia odpowiedniej ustawy regulującej te problemy.

 

Problem polega na braku regulacji prawnych umożliwiających wszelką aktywność fizyczną na otwartej przestrzeni, jeśli właściciel terenu temu się sprzeciwi

 

NIEZNAJOMOŚĆ PRAWA SZKODZI
Brak ustawowego rozwiązania tych zagadnień prowadzi do wystąpień i demagogicznych wypowiedzi niektórych właścicieli, którzy bez znajomości istoty rozwiązań straszą pozostałych pozbawieniem własności jako skutkiem takich uregulowań, a nadto nieuzasadnionym bogaceniem się właścicieli wyciągów narciarskich. Przykładem drastycznym tak bezsensownego postępowania jest zamknięcie Gubałówki przed pięcioma laty. Oczywiście, wynikająca z tego faktu, utrata około miliona złotych wpływów nie wszystkich właścicieli musi boleć. Warto jednak zapytać: co dobrego taka decyzja przyniosła? Nie przekształcono Gubałówki w tereny budowlane dla wielkich hoteli. Straty zaś dla narciarzy i handlowców oraz całego Zakopanego są niewymierne. Czy takie działania to przykład rozsądku i społecznego zaangażowania? Nie! Nade wszystko jednak wyraz braku stosownych regulacji prawnych. Wielu właścicieli nieruchomości, wobec braku wiedzy o następstwach swej zgody, gdy problem przestaje być jednostkowy, właśnie tak postępuje.

SZKODLIWE MILCZENIE
Przed sześcioma laty pozwoliłem sobie przedstawić projekt założeń do ustawy nazwanej „Prawem szlaku”. Szlak ma tu być odpowiednikiem wszelkich form korzystania z cudzej nieruchomości w celach turystyczno-sportowych (ścieżki, trasy, szlaki, itp.) i stanowić podstawę do uzyskania powszechnych uprawnień do korzystania z niego w celach sportowo-turystycznych, za wynagrodzeniem dla właściciela w okolicznościach, gdy on sam nie chce uczestniczyć w przedsięwzięciu ani zezwolić na takie korzystanie z jego nieruchomości za wynagrodzeniem. Takie zachowanie właściciela nie korzysta z ochrony konstytucyjnej ani regulacji prawa europejskiego. Brak ustawy rodzi natomiast niepewność właścicieli. Opisane rozwiązanie było przedmiotem rozważań na Kongresie Prawników Polskich w Zakopanem w 2009 roku i zyskało aprobatę czterech senatorów i siedmiu posłów z różnych opcji politycznych, uczestniczących w Kongresie. Na tym poprzestano. Jeden aktywny może więcej szkodzić niż milcząca większość pomóc. Dlatego dalszego ciągu działań brak.


TEKST | Janusz Długopolski, Adwokat, Kraków
FOTO | Archiwum redakcji



 



05 Czerwiec 2012