• Polskie Koleje Linowe sprzedane

    22 maja została podpisana umowa sprzedaży 100 proc. akcji spółki Polskie Koleje Linowe... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Numer 1 w narciarstwie

    Skidata ma niezwykle bogate doświadczenie i od wielu lat jest pionierem w produkcji i eksploatacji systemów kontroli dostępu w ośrodkach narciarskich... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Koleje linowe Leitner w LAAX

    Dwie nowe koleje linowe Leitner w ośrodku LAAX w imponujący sposób pokazują, że nowoczesne komfortowe systemy nastawione na działanie wysokiej klasy są jednocześnie ekonomiczne i przyjazne środowisku naturalnemu... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Małe jest piękne

    Z Panem Stanisławem Buńdą, Wiceprezesem Ośrodka Narciarskiego Małe Ciche rozmawia Marcin Czerwiec... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Polskie Koleje Linowe sprzedane
  • TECHNOLOGIE Numer 1 w narciarstwie
  • TECHNOLOGIE Koleje linowe Leitner w LAAX
  • WYWIADY Małe jest piękne

Narciarstwo - jedyna szansa na rozwój

Narciarstwo - jedyna szansa na rozwój

Ze Stanisławem Karpielem i Janem Modrzewskim rozmawia Marcin Czerwiec

Marcin Czerwiec: Ostatnio w prasie coraz głośniej jest o Resorcie Narciarskim Kurortu Tatrzańskiego. Jak narodził się pomysł na to?

Stanisław Karpiel: Rok temu we wrześniu odbyło się pierwsze Forum Górskie, na którym poruszono wiele tematów dotyczących rozwoju regionów górskich. Byłem w grupie, która zajmowała się jednym z nich. Zostałem zaproszony tam przez dyrektora Centralnego Ośrodka Sportu, żeby wygłosić referat o sytuacji narciarskiej w Polsce, o narciarstwie zjazdowym, biegowym, kombinacji norweskiej itd. Napisałem taki referat, ale było za mało czasu, żeby go wygłosić. Dałem go więc ludziom, którzy są z tym związani, między innymi posłowi Andrzejowi Gutowi-Mostowemu, Burmistrzowi Zakopanego, innym ludziom zainteresowanym tym tematem.
W swoim referacie nawiązałem do wydarzeń z lat 20. XX wieku, kiedy w polskiej części Tatr zaczęło rozwijać się narciarstwo. Po 1935 roku w ciągu czterech lat udało się stworzyć odpowiednią infrastrukturę, która sprawiła, że Tatry były 4. miejscem w Europie, w którym można było uprawiać narciarstwo wyczynowe. Dzisiaj trudno komukolwiek uwierzyć w to, że Kasprowy zaczęto zagospodarowywać w 1936 roku (wówczas również tzw. „zieloni” atakowali te inwestycje) i skończono w 1939 roku. Słyszałem ostatnio, że Niemcy byli zainteresowani tym obiektem, ponieważ nie było inwestycji, która zamortyzowałaby się w ciągu 3 lat. Po wojnie zrobiliśmy kilka planów zagospodarowania tego terenu, ale żadnego nie udało się zrealizować. Te opracowania były wykonane w nawiązaniu do programu twórców Parku Tatrzańskiego w 1954 roku. Program ten do dzisiaj zabezpieczałby potrzeby narciarstwa w Polsce.
Opracowanie planu zabudowy Kasprowego zlecono również Instytutowi Kształtowania Środowiska. Plan powstał w 1980 roku, zatwierdzano go przez sześć lat. W 1986 roku następną fazę opracowywania planu zlecono miejskiemu biuru w Krakowie, które jednak stwierdziło, że tego nie zrobi. W związku z tym dyrektor tego biura zwrócił się do mnie, jako pracownika, o przystąpienie do roboczej fazy projektu. Zatrzymano jednak realizację planu do czasu opracowania planów ochrony parków narodowych, później pojawiła się „Natura 2000” i tak sprawa projektu „utknęła” na 30 lat.
W moim referacie, mając te wszystkie rzeczy na uwadze, pozwoliłem sobie na porównanie: jak wyglądało zaplecze turystyczne w 1939 roku i jak wygląda dzisiaj? Mamy tutaj wiele zaniedbań. Sprawa jest taka, że dwa lata temu wyszło zarządzenie dyrektora TPN, żeby zrobić jedną trasę z Kasprowego do Goryczkowej, jedną trasę do Kotła Gąsienicowego i nartostradę z Goryczkowej. Dodatkowo miały być zagospodarowane dwie małe polanki – jedna na Gąsienicowej, na Kalatówkach i na polance kuźnickiej. Program, którego realizacja zniszczy całą infrastrukturę, zbudowaną w latach 1936-1939 – dwa piętra (górne: Kasprowy do Goryczkowej; dolne: Myślenickie Turnie, dolna partia Goryczkowej i Kuźnice).
Nasze założenia są takie, że chcemy odtworzyć dwa piętra i reaktywować obiekty, które tam jeszcze są. Trzeba powiedzieć, że na tych trasach narciarze z polskich gór szlifowali formę. Sami doprowadziliśmy do tego, że w kraju, w którym mieszka 36 milinów osób, nie ma narciarzy, którzy liczą się na świecie…
Utrzymujemy kontakt z Jankiem i myślimy, że należałoby wrócić do tego, co kiedyś stało się marzeniem naszego przyjaciela, Andrzeja Ziemilskiego (który napisał doktorat o zachodnich stacjach narciarskich), czyli zagospodarowanie narciarskie Tatr i Podtatrza. Już w 2003 roku rozmawialiśmy z nim o planie zagospodarowania narciarskiego gminy Bukowina Tatrzańska. Niestety śmierć Andrzeja przerwała wspólną pracę, ale w 2003 i 2004 roku napisaliśmy program rozwoju narciarskiego gminy Bukowina Tatrzańska, który po zatwierdzaniu przez Radę Gminy stał się dokumentem rozwoju. Po styczniowym posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Narciarstwa i Przyrody, wspólnie z Jankiem stwierdziliśmy, że – wzorem programu z 2003 roku dla gminy Bukowina – powinniśmy zrobić podobny, obejmujący całe Podhale.

M. C.: Na jakim etapie są starania o utworzenie tego resortu?

Jan Modrzewski: Zadaniem resortu narciarskiego jest stworzenie jednorodnej stacji na terenie całego Podhala. Od zachodu, od Witowa, do wschodu, do Jurgowa i całego Pasma Spiskiego. Chodzi o to, by to był jeden zorganizowany system narciarski, połączony, w miarę możliwości, ruchem narciarskim i – jeżeli nie ma takiej możliwości – łatwą komunikacją samochodową (autobusową) między obiektami. Cały resort w naszym wyobrażeniu powinien obsługiwać ok. 120 tysięcy narciarzy na godzinę. Dziś cały region tatrzański ma przepustowość ok. 50 tysięcy osób na godzinę. Teraz, po 9 miesiącach walki jesteśmy dość daleko. Mamy decyzję rady powiatu, popierającą ideę powstania resortu narciarskiego – wytyczne, które są zawarte w opracowaniu powinny być przekazane wójtom poszczególnych gmin, które znajdują się w regionie tatrzańskim. Po to, żeby spowodować lokalne dyskusje i rozpocząć procedury wprowadzania możliwości zbudowania tego typu stacji na terenie gmin do planów zagospodarowania przestrzennego. Jak wiemy, takie plany są najważniejszymi dokumentami, mówiącymi, co na danych terenach można robić. Czyli, jeśli np. w plany zagospodarowania przestrzennego gminy Bukowina Tatrzańska i gminy Poronin zostanie wpisana koncepcja połączenia Kotelnicy Białczańskiej z Białym Dunajcem, jestem przekonany, że znajdą się albo lokalne grupy inwestorów (jak np. w Jurgowie), albo inwestorzy zewnętrzni (czy to z sąsiednich ośrodków, czy to spoza Tatr i Podhala), którzy będą mieli otwartą drogę do rozpoczęcia procedur inwestycyjnych. To jest chyba na razie najważniejsza rzecz, jakiej udało nam się dokonać. W tej uchwale rady powiatu mamy decyzję, żeby władze powiatu przekazały materiały dotyczące resortu narciarskiego w związku z opracowywaniem planu ochrony Tatrzańskiego Parku Narodowego, Parkowi, jako dokument, który jest przez władze powiatu popierany i reprezentuje sposób myślenia, tworzenia tatrzańskiej stacji narciarskiej z Kasprowym Wierchem, jako najcenniejszym diamentem naszego regionu.
Żeby w planie ochrony Tatrzańskiego Parku Narodowego uwzględnić narciarzy współegzystujących z przyrodą w nowoczesnej infrastrukturze i współczesnych rozwiązaniach, akceptowanych przez wszystkich. To jest miejsce, w którym dziś się znajdujemy.

S. K.: W tym opracowaniu przedstawione są ogólne wytyczne, które niejako mają zaktywizować lokalne władze do tego, by wprowadzić swoje korekty tak, by w konsekwencji można było zrealizować konkretny projekt. Dzięki realizacji tego projektu zwiększy się ruch narciarski, aczkolwiek nie będzie kolidował z ogólnym ruchem mieszkańców. Ponadto, konkretny projekt będzie już dotyczył między innymi energetyki, naśnieżania, kanalizacji i innych kwestii. Chcę jednak podkreślić, że proponujemy, by w ramach projektów poszczególnych ośrodków lub stacji, wykorzystać wartość, jaką są lokalne zabytki budownictwa, miejsca związane z tradycją i kulturą lokalną, z produktami regionalnymi, kulinarnymi i innymi atrakcjami np. skiringami za koniem itp. Dzięki temu te ośrodki staną się miejscami, w których turyści będą mogli nauczyć się wiele o lokalnej historii i kulturze. Zakładamy, że ośrodki będą działać również latem, więc program przewiduje także letnią ofertę turystyczną.
Przewidujemy dwie możliwości realizacji projektu: indywidualną, zależną od danego inwestora lub centralną, koordynowaną przez władze województwa. Władze lokalne również mogą włączyć się w stworzenie konkretnego programu, który byłby dla nich optymalny.

M. C.: Czy tereny, których zagospodarowanie przewidziano w projekcie, zostały przebadane pod kątem możliwości uprawiania narciarstwa?

S. K.: Oczywiście, wszystko zostało dokładnie przeanalizowane, zbadane. Na pierwszym piętrze znajdują się spadki w granicach 15-20 procent – to odpowiednie nachylenie dla średniozaawansowanych narciarzy. Są również tereny o mniejszym nachyleniu. W każdym razie planujemy podzielić te tereny tak, by w jednym miejscu można było np. jeździć na nartach, a także wyznaczać miejsca dla snowboardzistów i karwingowców (ze względów bezpieczeństwa). Planujemy również stworzyć miejsce, w którym będą mogli szkolić się młodzi narciarze – pod opieką profesjonalnych trenerów. Dziś mamy bowiem tylko dobrze rozwiniętą szkołę skoczków narciarskich i nie do pomyślenia jest, by w kraju, w którym żyje ponad 30 milionów ludzi nie było ani jednego alpejczyka, który odnosiłby sukcesy na świecie.

M. C.: Projekt został zaakceptowany przez władze powiatowe. Czy Tatrzański Park Narodowy również go zaakceptował? Czy są może jakieś przeciwwskazania?

J. M.: Park ma przeciwwskazania. Dyrektor parku ocenił projekt, jako ciekawy, ale stwierdził również, że to mrzonki. Uważamy jednak, że o wszystkim można podyskutować i zwracamy cały czas uwagę na to, że nie wychodzimy poza tereny, które były wyznaczone do uprawiania narciarstwa już w latach 30. XX wieku. My nie chcemy wcale wyszarpywać z parku nowych terenów, chcemy tylko nadać jednorodną formę temu, co zaprojektowali już nasi dziadkowie.
Należy tutaj podać, że proponowana powierzchnia, na której są przewidziane urządzenia, to ok. 3% powierzchni Tatr, natomiast powierzchnia urządzeń, tras i obiektów (razem z istniejącymi) wyniesie 0,008% powierzchni Tatr.

S. K.: Chcemy po prostu uszanować ogromny wkład pracy tamtych ludzi, którzy wypromowali Zakopane na jedno z najważniejszych miejsc w kulturze Polski.

J. M.: Chcielibyśmy również móc mówić, że mamy w Polsce ośrodek narciarski klasy alpejskiej. Tę szansę daje nam ten projekt, co wcale nie oznacza, że Kasprowy nagle zaleje potok ludzi, że tysiące ludzi nagle zaczną na nim jeździć. To zbyt trudny stok, by każdy mógł na nim jeździć.

M. C.: Oczywiście, ale nasze, polskie doświadczenia z „branżą” ekologiczną pokazują, że wielkim problemem jest wybudowanie jednej kolei. Wiemy również, że TPN nigdy nie idzie na rękę PKL-owi. A ten projekt zakłada rozbudowę infrastruktury o dodatkowe urządzenia…

J. M.: My chcemy tylko wymienić te, które już są, na nowe i bardziej efektywne, nowocześniejsze. Budwa nowych elementów wynika z potrzeby logicznego planowania stacji narciarskiej, która ma spełnić funkcję, jaką przewidziano dla ogromnej liczby narciarzy w Polsce i zainteresowanych ze „Świata”, a także przydawać Polsce należnego splendoru.

M. C.: Tak, tylko np. kolej na Kasprowy też nie była budowana od podstaw, jedynie modernizowana…

J. M.: Może to, co teraz powiem, nie jest adekwatne do tematu naszej rozmowy, ale kilka dni temu otwarto oczyszczalnię ścieków i system grzewczy w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Po wielu latach negocjacji z TPN-em Polskie Towarzystwo Turystyczne doprowadziło do otwarcia najnowocześniejszego schroniska górskiego w Polsce, które jednocześnie funkcjonuje w zgodzie z naturą. I to się udało! Wniosek z tego taki, że można porozumieć się z TPN-em i można wybudować na terenie parku coś, co funkcjonuje w zgodzie z naturą. Po prostu trzeba rozmawiać.

M. C.: Czy nie sądzą Panowie, że najlepszym sposobem na przekonanie rządu do inwestowania w turystykę górską byłby taki bodziec, jakim dla polskich stadionów jest Euro 2012?

J. M.: Cały czas staramy się pokazać, że Tatry mają taki potencjał, że można tutaj organizować poważne międzynarodowe zawody narciarskie – zarówno w skokach, jak i w biegach oraz w narciarstwie alpejskim. Po prostu musimy uporządkować infrastrukturę i powrócić do grona państw, które organizują zawody w narciarstwie biegowym i zjazdowym (w skokach przecież organizujemy). Myślę, że mamy prawo marzyć o zorganizowaniu w Tatrach zimowych igrzysk olimpijskich. Nasz projekt przewiduje więc reaktywację tras, które w ciągu ostatnich 30 lat pozamykano.

S. K.: Teraz słyszy się, że na Kasprowym nie ma narciarzy. Ale jak tam mogą być narciarze, kiedy na dole trzeba czekać 5 godzin, żeby tam wjechać? Z Kuźnic nie ma nartostrady. Same utrudnienia. Dlatego proponujemy rozwiązanie z 1936 roku – wyjazd na Górę Krokiew. Niewiele jest na świecie miast, w których znajdują się góry, dające takie możliwości do uprawiania narciarstwa. Dlatego proponujemy dostęp do zagospodarowanego rejonu Kasprowego przez szczyt Krokwi, co było już planowane w 1936 roku.

J. M.: Nie możemy dopuścić do tego, by narciarstwo tatrzańskie upadło.

M. C.: Czy temu projektowi nie grozi to, co stało się z „Zakopianką”? Tam przecież była już zgoda, budowa miała ruszyć i nagle została zablokowana przez zaledwie kilka osób.

J. M.: Tak, tylko – gwoli ścisłości – mówimy tu o odcinku Nowy Targ-Zakopane. Odcinek do Nowego Targu zostanie wybudowany. Problem jest z odcinkiem Nowy Targ-Zakopane.

S. K.:
Źle się stało, że nie zrobiono odpowiednich studiów na ten temat. Bo projekt „rąbania” autostrady z tymi wszystkimi poboczami i ekranami wzburzył właściwie wszystkich.

J. M.: Wydaje mi się, że powinniśmy przynajmniej częściowo brać przykład ze Słowaków. Oni już prawie dokończyli obwodnicę tatrzańską. Powinniśmy zastanowić się nad tym, czy celem jest doprowadzenie dwupasmowej drogi do Zakopanego, czy raczej celem powinno być domknięcie obwodnicy tatrzańskiej ze strony polskiej, czyli poza Pasmem Gubałowskim i nowe połączenie z Nowego Targu na Poprad (jest planowane) i z Nowego Targu na Chyżne, poza Pasmem Gubałowskim, z niezależnymi dojazdami do wszystkich miejscowości podtatrzańskich. Sądzę, że taka koncepcja komunikacyjna dużo bardziej rozładowałaby ruch drogowy w rejonie Podtatrza niż sama „Zakopianka”. Jest koncepcja Andrzeja Bachledy-Curusia, by zrobić tunel drogowy pod Gubałówką, który prowadziłby do Ronda Nowotarskiego, a tereny pod Gubałówką uczynić zapleczem parkingowym. To jest bardzo ciekawy projekt i myślę, że warto się nim zająć.

M. C.: Dlaczego kilku panów, w dodatku nie mających ośrodków narciarskich, ma jeszcze siłę walczyć o to, by wszystko tutaj było lepsze? Przecież inicjatywą powinni wykazać się przede wszystkim właściciele i zarządcy ośrodków, pensjonatów, sklepów itp.

S. K.: Jeśli infrastruktura turystyczna będzie tutaj rozwinięta, to korzyść z tego będą mieli wszyscy. Niektórzy tego nie rozumieją. Załóżmy, że ja mam wyciąg, a pan ma pensjonat – ten, kto u mnie jeździ, śpi i je u pana. Ale to trzeba ludziom wytłumaczyć. W Białce i w okolicach to się udało. Było wielu opornych, ale w końcu dali się przekonać i teraz bardzo to sobie chwalą.

J. M.: Myślę, że przyszłość zależy od nas. Proszę popatrzeć na Szwajcarię, Austrię – tam wszystko jest doskonale zorganizowane. My też mamy szansę na to, by było u nas jak w Szwajcarii lub Austrii. I my musimy to zrobić. Musimy pokazać, że mamy możliwości: wspaniałe tereny, wspaniałych ludzi, wspaniałe projekty, że mamy wizjonerskie sposoby myślenia, jak choćby twórcy Kotelnicy Białczańskiej, która jest prekursorem nowoczesnego narciarstwa na Podhalu. I chcemy to myślenie rozplenić na całe Podhale, nie tylko na gminę Bukowina.

S. K.:
Przykładem mogą być miejscowości w Pirenejach. Kanadyjczycy zrobili tam wszystkie nowoczesne urządzenia. Dyskutuje się, że nie można korzystać z wody, a oni porobili przecież przy rzekach zielone tereny, na których są stawy. I woda tam cały czas zbiera się, przepływa… W Alpach robili tamy. Program „Natura 2000” nie oznacza, że nic nie można robić.

J. M.: Nawiązując do ostatniego pytania, chciałbym przytoczyć wypowiedź starosty tatrzańskiego, opublikowaną w „Tygodniku Podhalańskim”: „To nie są tylko marzenia i wizje, to krok do przodu. To propozycja oparta na doświadczeniu i wiedzy Stanisława Karpiela czy Andrzeja „Ałusia” Bachledy. Znają świetnie tematykę i specyfikę tego regionu. Dlatego objąłem nad tym patronat. Spojrzenie na parę lat do przodu jest bardzo potrzebne. Nam, zabieganym urzędnikom czasem brakuje takiej perspektywy”. Jego zdaniem propozycje te powinny być jak najszybciej wpisane w strategię starostwa i poszczególnych gmin, a także znaleźć odzwierciedlenie w planach zagospodarowania przestrzennego. Myślę, że te słowa dobitnie pokazują, jak ważne są nowe inwestycje na Podhalu. Dziś bowiem mamy absurdalną sytuację. Narciarze czekają nieraz po 40 minut tylko na to, by wjechać kolejką na stok. Jak mówi Józef Dziubasik, „klient, który stoi w kolejce, jest klientem straconym”. Jeżeli więc mamy możliwość, jeżeli mamy tereny i możemy to zorganizować, to róbmy to. Pieniędzy będzie wtedy więcej.

S. K.: W tym regionie jest statystycznie tylko około 60 słonecznych dni w roku. A więc jedyną szansą na rozwój turystyki zimowej jest dla tego regionu narciarstwo.

M. C.: Dziękuję.

 

FOTO | Archiwum redakcji
 



28 Styczeń 2012