• Polskie Koleje Linowe sprzedane

    22 maja została podpisana umowa sprzedaży 100 proc. akcji spółki Polskie Koleje Linowe... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Numer 1 w narciarstwie

    Skidata ma niezwykle bogate doświadczenie i od wielu lat jest pionierem w produkcji i eksploatacji systemów kontroli dostępu w ośrodkach narciarskich... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Koleje linowe Leitner w LAAX

    Dwie nowe koleje linowe Leitner w ośrodku LAAX w imponujący sposób pokazują, że nowoczesne komfortowe systemy nastawione na działanie wysokiej klasy są jednocześnie ekonomiczne i przyjazne środowisku naturalnemu... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Małe jest piękne

    Z Panem Stanisławem Buńdą, Wiceprezesem Ośrodka Narciarskiego Małe Ciche rozmawia Marcin Czerwiec... DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
  • Polskie Koleje Linowe sprzedane
  • TECHNOLOGIE Numer 1 w narciarstwie
  • TECHNOLOGIE Koleje linowe Leitner w LAAX
  • WYWIADY Małe jest piękne

Czas na wielkie idee

Czas na wielkie idee

Z Panem Franciszkiem Bachledą-Księdzularzem rozmawia Marcin Czerwiec

Marcin Czerwiec: Ostatnio głośno mówi się o organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Polsce. Jakie są nasze szanse? Jaką drogę musimy przebyć, aby te igrzyska zorganizować?

Franciszek Bachleda-Księdzularz: Najbardziej słuszne byłoby, aby organizacji igrzysk podjęła się stolica regionu, czyli Kraków. W grę wchodzą jeszcze dwa miasta, które mogłyby współorganizować igrzyska, czyli Zakopane i Poprad. Można więc mówić o idei Zimowych Igrzysk Olimpijskich Kraków-Tatry 2022. Myślę, że we wniosku olimpijskim będzie to ostatecznie stwierdzone. Jestem przekonany, że Jagna Marczułajtis sobie z tym poradzi. Wspólnie pracowaliśmy nad tym projektem. Pod koniec marca w Popradzie odbyło się spotkanie na którym rządy Słowacji i Polski wsparły ten projekt. Ideę popiera również polski i słowacki komitet olimpijski. Mamy wsparcie wszystkich najważniejszych instytucji – zarówno polskich, jak i słowackich. Myślę, że teraz nastąpi ogromne przyspieszenie prac związanych z tą ideą. Trzeba jeszcze wiele zbudować i zmodernizować, ale myślę, że ze wsparciem władzy nie powinno być z tym problemu. Rusza perspektywa unijna na lata 2014-2020, więc mamy teraz wspaniały czas na to, by poruszać tak wielkie sprawy, by formułować wielkie idee, czynić wielkie zamiary, stawiać sobie wielkie cele – już jako konkretne sprawy do rozwiązania.
Niezwykle istotna jest sprawa, która została poruszona 15 marca, podczas spotkania u prezydenta: nie ma u nas podmiotu gospodarza, który miałby możliwość powoływania regionów rekreacyjno-turystyczno-sportowych. Są wprawdzie 2 podmioty, które się tym zajmują, gmina i samorząd wojewódzki, ale gmina ma za mały zasięg, a samorząd wojewódzki nie może działać tak szczegółowo. Dlatego chcemy, by inicjatywa należała do trzech powiatów subregionu podhalańskiego: tatrzańskiego, nowotarskiego i suskiego. Ponadto zwiększona została możliwość rozwoju narciarstwa w subregionie sądeckim. Idea się rozwija i to jest dobre. Myślę, że wkrótce uda się zrealizować zarówno projekt Resortu Narciarskiego Kurortu Tatrzańskiego, jak i Siedem Dolin.
Robimy więc to, o czym dotąd nie mówiono, czego dotąd nie robiono lub inaczej – za dużo o tym mówiono, a nic nie robiono. Tak, jak w przypadku mojego odejścia z Centralnego Ośrodka Sportu w chwili, kiedy trzeba było wziąć 20 mln zł na trasy biegowe i wykonać je. Dzisiaj byśmy je kończyli, lecz dyrekcja z Warszawy tych pieniędzy nie podjęła – tak, jakby ją to w ogóle nie interesowało, czyli można powiedzieć, że chciała zablokować mistrzostwa świata. I FIS, widząc, że Zakopane – kolejny raz starające się o organizację Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym – w sprawach tras biegowych nie uczyniło prawie nic, również kolejny raz nie przyznało nam prawa organizacji mistrzostw.

 

Robimy (…) to, o czym dotąd nie mówiono, czego dotąd nie robiono lub inaczej – za dużo o tym mówiono, a nic nie robiono



M. C.: Co Pan sądzi o przygotowaniu infrastruktury sportowej w kontekście barier i problemów, na które dziś napotykamy?

F. B.-K.: Bariery tkwią w naszej mentalności. Dotąd było tak, że każdy sobie rzepkę skrobie, każdy robi coś na własnym podwórku. Brakowało takiego „dużego” patrzenia strategicznego przez pryzmat całego regionu i stąd właśnie przykład szlaków narciarskich, ścieżek rowerowych, tras do jazdy konnej. Powstaje teraz jeden wielki projekt finansowany jeszcze z pozostałości funduszy Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego. Nareszcie ktoś próbuje robić to tak, jak należy, czyli zajmuje się najpierw całym regionem, a w dalszej kolejności poszczególnymi stacjami narciarskimi. Nareszcie powstaje pewien system turystyczny z odpowiednią komunikacją, parkingami, obsługą ruchu turystycznego.
Dowodem na nasze wspólne działanie jest też dokument przygotowujący perspektywę finansową na lata 2014-2020. To dowód na to, że myślimy i działamy inaczej niż dotąd. To dowód na to, że mamy spójne i wzajemnie uzupełniające się i warunkujące pomysły, projekty odnoszące się do całego regionu, a nie tylko do poszczególnych stacji czy miejscowości. Dla przykładu, mamy spójną, bardzo sprecyzowaną strategię ochrony środowiska. To jest właśnie zmiana mentalności, o której mówiłem. Strategia związana z rolnictwem również jest ściśle sprecyzowana – to kultura i natura. Dlaczego mamy mówić „Natura 2000”, skoro możemy powiedzieć „Kultura i natura 2020”?
Podczas naszych dyskusji o problemach narciarstwa okazało się, że jest szansa na to, że w tym roku, w stulecie ukazania się książki „Kultura a natura” Jana Gwalberta Pawlikowskiego, cała sprawa związana z górskim rolnictwem zostanie właściwie rozwiązana w ramach dużego programu „Kultura i natura”. Mówiąc wprost, program Natura 2000 zostanie przekształcony w „Kulturę i naturę”. Po ostatnim spotkaniu z premierem na Wawelu zanosi się na to, że podjąłby się on roli prowadzącego makroregion karpacki. Być może w weekend majowy na konferencji w Kuźnicy omówimy tę sprawę i do wrześniowego Międzynarodowego Forum Górskiego wszystko będzie dopięte na ostatni guzik.
Ważna jest też kwestia marketingu terytorialnego. Naszym celem jest skuteczna, silna i dobrze zarządzana marka Małopolskie, tworząca warunki do wykorzystania przewag konkurencyjnych regionu w celu dynamizacji i spójności jego rozwoju. Mówiliśmy o tym również na Międzynarodowym Forum Górskim. Został tam podany przykład regionu Valais w Szwajcarii. Tam pociąg jadący w góry jest np. oznaczony logo regionu. Takich rzeczy u nas brakuje. Są oczywiście odpowiednie instytucje, ale brakuje jedności działania, pewnej świadomości… Brakuje nawiązania do rozumowania naszych przodków z II RP, którzy dali nam przykład wspaniałej propozycji turystycznej w postaci Tatrzańskiego Okręgu Turystycznego. To jest to, co utraciliśmy. Tę kwestię poruszyliśmy niedawno, kiedy podpisaliśmy porozumienie o utworzeniu makroregionu południowego, składającego się z Małopolski i Śląska. Można więc powiedzieć, że powoli odbudowujemy to, co stworzyli nasi przodkowie. Idziemy w dobrym kierunku, ale mimo to, 70, 80 lat zostało zmarnowanych. Kolejnym problemem jest to, że PKP to dziś „główny hamulcowy” w rozwoju turystyki, a proszę popatrzeć, co działo się tutaj w latach 30. Turystykę tworzyły tutaj właśnie PKP. Bilety na pociągi narciarskie były wykupione na 3 lata do przodu… Zorganizowane wyjazdy narciarskie itp… To wszystko istniało, to się działo. Musimy powrócić do takich rozwiązań, zaproponować narciarzom odpowiednią komunikację. Może właśnie organizacja igrzysk przyspieszy te działania. Dziś np. brakuje tego, że turysta wysiada z „dużego” pociągu i przesiada się do kolei terenowej, którą za darmo dojeżdża do każdego interesującego go miejsca – ośrodka narciarskiego, pensjonatu itp. Strategia, którą tworzymy dotyczy między innymi takich kwestii i widać w niej zmianę myślenia, o którym mówiłem wcześniej. Po prostu musimy zacząć to robić inaczej niż kiedyś. Robiliśmy już co prawda podobne rzeczy, ale to było przed II Wojną Światową. Dowodem na to są między innymi mapy z lat 30. XX wieku, które powstały już po wybudowaniu kolei na Kasprowy Wierch.
Dlaczego więc nasze rozumowanie jest słuszne? Ponieważ nie chcemy w istocie budować niczego nowego. Chcemy po prostu 70% tego, co mieliśmy przed II Wojną Światową. Ale chcemy, żeby było to nowoczesne, przetrwało co najmniej 30 lat i po tym czasie nie zdezaktualizowało się. Mamy do tego idealną okazję, ponieważ jest opracowywany plan ochrony Tatrzańskiego Parku Narodowego. W związku z tym sprawa jest otwarta i nadszedł nareszcie czas, by zająć się tą kwestią. Czas połączyć Tatry od Wschodu do Zachodu.
Biorąc pod uwagę to, co powiedziałem o mapie Kasprowego Wierchu z 1936 roku, wiemy jedno: ta mapa wyprzedziła epokę i pokazała właściwy kierunek rozwoju. Stała się pierwowzorem tego, co teraz należy zrobić w subregionie podhalańskim. I teraz mamy dobry czas, ponieważ widać, że powiaty tatrzański, suski i nowotarski cechują się podobnym rozumowaniem, podobnym podejściem do tej sprawy. A musimy pamiętać, że Kasprowy Wierch jest perłą w koronie wszelkich rozwiązań narciarskich i turystycznych w regionie. Natomiast deglomeracja tego ruchu to najlepszy przykład powstania urządzeń wyciągowych w gminie Bukowina Tatrzańska, która w 2004 roku zatwierdziła plan zagospodarowania, uwzględniwszy te rozwiązania. I to jest przykład dobrych działań planistycznych. Powinniśmy nadal tak postępować.
Markę Małopolskie powinny jednak tworzyć też inne atrakcje, np. ścieżki rowerowe. Naszymi partnerami w realizacji planów wzmacniania marki Małopolskie w tej kwestii są Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, Małopolska Organizacja Turystyczna i Centralny Ośrodek Sportu.

M. C.: Jak według Pana powinna przebiegać prywatyzacja Polskich Kolei Linowych?

F. B.-K.: Ponad rok temu jako przewodniczący marki Małopolskie doprowadziłem do pewnego spotkania u marszałka w Krakowie. Tematem tego spotkania była prywatyzacja Polskich Kolei Linowych. Kierunki były proste. Region małopolski jest bardzo dobrze do tego przygotowany przez Małopolską Agencję Rozwoju Regionalnego. Wszystkie – oprócz kolei na Górę Żar – obiekty Polskich Kolei Linowych znajdują się w województwie małopolskim. Uważam, że powinny powstać Małopolskie Koleje Linowe, które skupiałyby obiekty od Magury Małastowskiej do Babiej Góry i Korbielowa. Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego uruchamiałaby następnie samorządy, bo wiadomo, że – w tej sytuacji – w tym roku samorządy nie znajdą pieniędzy na przystąpienie do przetargu. Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego wraz z partnerem strategicznym, np. PZU, mogłaby jednak kupić Polskie Koleje Linowe i wówczas mielibyśmy również rozwiązany problem ubezpieczeń w górach. W tej sytuacji koleje linowe nadal byłyby własnością społeczeństwa, ale nowy sposób finansowania z pewnością by je uzdrowił.

M. C.: Miejmy nadzieję, że wszystko się uda. Dziękuję za rozmowę.


F. B.-K.: Dziękuję.



19 Kwiecień 2013